sobota, 25 sierpnia 2012

Chyba powinnam założyć osobnego bloga o ludzkiej życzliwości. Tyle mnie jej spotyka, że uomatko.

Wróciłam z bałkańskich wojaży - niedługo pojawią się teksty :)

wtorek, 14 sierpnia 2012

Dorwalam sie na chwile do komputera i do internetu, wiec skrobne cos - niecos :)

Balkanskie wiatry zaniosly nas kilka dni temu do Czarnogory, gdzie obijamy sie wsrod niesamowitych krajobrazow, zwiedzalismy stolice (te trzy ulice na krzyz, znaczy ;) ) i probujemy lokalnych przysmakow. Teraz, swiezo wyjdziona z Adriatyku siedze w MEGAHIPSTERSKIM hostelu w Kotorze (taka openminded i alternative atmosfera, z zakladek lokalnego laptopa wieje genderem a na stoliku do bookcrossingu lezy ksiazka o tantrycznej jodze), a w zylach tetni mi rakija, ktora serwuje mi rozpoczynajacy dzis prace Czarnogorzanin.

Wczoraj w Podgoricy widzielismy wielka fieste narodowa z okazji zdobycia przez Czarnogore srebrnego medalu na olimpiadzie (pilka reczna chyba). Knajpy pekaly w szwach, z okien trabiacych samochodow wystawaly wielkie flagi, a gawiedz zgromadzila sie na zorganiozwanej w ciagu jednego dnia (!) fiescie. K mowi, ze ten medal zrobil dla Czarnogory wiecej niz 50 lat historii. Ja jestem wciaz oniemiala narodowa werwa i rozmachem. Robilam zdjecia jak oszalala (kilka zapewne wrzuce niedlugo na fejsika :) ), w oczach blyskaly mi ogniste barwy flag i koszulek, a w uszach trabily dzikie wrzaski, fajerwerki i spiewy.

Z rozmowy z babskiego kibla jednej z knajp z pewna podgoriczanka - Ten srebrny medal to dla nas naprawde cos niesamowitego... moze dla was to nic takiego ale dla nas to ogromne swieto.

Uwielbiam mlode narody! 

A poki co wracam zanurzac sie w hipsterskiej atmosferze. Rakija czeka. Ziveli! :)

wtorek, 07 sierpnia 2012

Jeszcze przed wyjazdem, fragment relacji K. z wypadu na Woodstock:

- A jak na Brudstocku Sabaton zagrał Uprising, to aż mi łza poleciała.
- Taka męska, czy taka gejowska?
- Jasne, że męska! Taka z krwią i z błotem!

Kończę pakowanie, robię ostatnie zakupy i ładuję się do samochodu. Do zobaczenia we wrześniu! :)

O ludziach ze wschodnich rubieży naszego kraju (a i poza tą rubieżą również) mówi się, że są bardzo gościnni. Owej gościnności doświadczyłam z całą pewnością podczas zeszłorocznych praktyk na Ukrainie, gdzie spytani o drogę nieznajomi sami odprowadzali mnie do celu (bywało nawet, że specjalnie brali auto i podwozili pod drzwi), w każdym odwiedzanym przeze mnie domu podejmowano mnie sutym obiadem, otwartym sercem i kieliszeczkiem (ewentualnie dwoma... ewentualnie siedmioma), a gdy ktoś usłyszał, że jestem Polką od razu obdzwaniał wszystkich swoich polskich znajomych i podstawiał mnie do słuchawki, bo przecież "będziecie chcieli sobie pogadać". Gdy wiatry uniwersytetu zaniosły mnie na Podlasie, postanowiłam przyjrzeć się bliżej gościnności Ludu Północy.
piątek, 03 sierpnia 2012

W domkach kempingowych, w których mieszkaliśmy podczas praktyk, grasowały trzy plagi: upał za dnia, ziąb w nocy i muchy siadające na twarzach z rana. Koleżanka wieczorami urządzała na nie krwawe polowania, a wszystkie truchła wywalała gdzieś na ganek naszego domku. Pewnego dnia, wychodząc, spojrzałam na balustradę:
- Jeżusie! Cmentarzysko much! Trzeba im jakieś krzyże chyba postawić! - i w momencie, gdy wypowiedziałam tę kwestię zadałam sobie pytanie - ... No dobrze... ale katolickie, czy prawosławne?


Jedną z pierwszych rzeczy, jakie uderzyły mnie na Północy było przywiązanie jej mieszkańców do tradycji. To, co w reszcie kraju jest sztucznie reanimowane tam wciąż tli się małym światełkiem. Przyczynę tego zjawiska upatruję między innymi w wyznawanej tam nie - zachodniej religii.

Nigdy jeszcze nie obcowałam tak blisko z żywym prawosławiem. Jestem, co prawda, przyzwyczajona do widoku cerkwi (moje korzenie sięgają wschodnich rubieży kraju), ale świątynie te dawno zostały przejęte przez katolików. Rok temu miałam okazję przyjrzeć się trochę ortodoksom na Ukrainie... ale też w zasadzie niewiele widziałam. Będąc na Podlasiu co krok napotykałam żywe przykłady obecności tej egzotycznej wiary.

Ponurzy, brodaci, monumentalni, tradycyjni i bezkompromisowi - takie stereotypy o prawosławnych malowały się w mojej wyobraźni przed wyjazdem... i nie zmieniły się ani na jotę :) Spójrzcie ludzie...

...jak piękne mają świątynie!

Jakie cudowne śpiewy (tutaj przykład z Rosji co prawda... ale też może być)!

Wszystko pięknie ozdobione, wszystko poważne i z rozmachem. Nie inne wrażenie budzi w przybyszu z zewnątrz prawosławna Częstochowa - Grabarka.

Grabarka to miejsce, do którego pielgrzymi z całej Polski (a pewnie i ze wschodu) niosą swoje krzyże, by złożyć je na szczycie góry. Większość z nich zwieńczone jest podpisem. Jeden prosi o zdrowie, drugi o miłość, trzeci o wskazówkę jak żyć. Przechadzając się wśród tego lasu przekreślonych krzyży, próbując rozszyfrowywać napisy w staro - cerkiewno - słowiańskim, nie sposób nie poczuć nabożnej zadumy.

Po tym, na co się napatrzyłam nabrałam trochę zrozumienia dla ludzi, którzy przywiązują tak wiele uwagi do symboli, rytuałów i szczegółów. To naprawdę fascynujący temat, więc pewnie napiszę o tym jakąś notkę :)

A tutaj jeszcze fotka z Tokarów (Tokar?), gdzie mogliśmy porobić zdjęcia podczas tamtejszej uroczystości:

Ta haftowana serwetka dyndająca pod tacą nazywa się ręcznikiem (nazwa, zaiste, budzi respekt). Przyozdabiano nim wszystko, co ważne i święte w życiu człowieka.

Wracając jednak do krzyży i much:

- Myślę, że prawosławne. Wiało od nich hezychazmem.
- A ja sądzę, że katolickie. Umarły w domku Krakusów - wtrąca morderczyni.
- No to może rodzicom prawosławne, a dzieciom urodzonym w opanowanym przez Zachód domku - katolickie?
Kiwamy z ukontentowaniem głowami. Z łazienki wybiega pozbawiona jakiegokolwiek szacunku dla Wiary Ojców So i krzyczy:
- O nie! Jako właścicielka ateistycznej części domku nie życzę sobie aby urodzone w moim łóżku muchy miały stawiane jakiekolwiek krzyże!
Same kłopoty z tymi bezbożnikami...

poniedziałek, 30 lipca 2012

Dziecko Lata wróciło dziś z surowej krainy Północy. Krainy, której nie sięga już Królewski Trakt,


gdzie w Świętych Gajach wciąż czci się Czardrzewa,

gdzie w nieprzebytych kniejach można natknąć się na domostwa na poły mitycznego ludu - Dzieci Lasu,

a świadoma nieuchronnego końca tłustych dni ludność nie marnotrawi Ostatnich Dni Lata.

Południe wciąż lekceważy przepowiednie. Nadchodzi Białe Zimno i tylko jeden ród odpowiedział na wezwanie Muru, a ataki Lodu odpiera gorejącym sercem nowej wiary.


Jakże nierozumna byłam drzewiej! Jakże teraz boli nierozumność braci moich, niepomnych na ostrzeżenia z Północy! Wyprawa uczyniła mnie kronikarzem tego, com widziała w krainach Zimy. Kolejne wpisy uczynię zapisami z tej podróży. Kto ma uszy, niechaj słucha!

piątek, 27 lipca 2012

Jako że nie lubię siedzieć na cudzych kompach, to dziś również krótko. Dopiero niedawno zdałam sobie sprawę, że istnieje coś takiego jak router, trochę wcześniej wiedziałam o jakimś tajemniczym Wi-Fi... ale nie byłam świadoma tego, że można sobie taką strefę Wi-Fi stworzyć w dowolnym miejscu... A jak zmieniałam ostatnio komórkę i odkryłam, że ta wyłapuje owo Wi-Fi i że sama też się może od bidy połączyć z netem, to przeszło to moje pojęcie :) 

Podlaskie powietrze wpływa bardzo pozytywnie na tolerancję alkoholu we krwi (jest teoria, że to miejscowe komary wysysają z człowieka promile, dlatego wciąż jest trzeźwy jak dziecko). Nigdy w życiu nie sądziłam, że będę tak ogarnięta po pochłoniętych przeze mnie procentach.

Praktyki studenckie to jednak nie tylko picie. Wyjeżdżając tu nie miałam pojęcia jak wiele rzeczy mnie zadziwi i jak wiele rzeczy się nauczę :)  Podzielę się nimi tutaj po powrocie.

Zrodził się nawet pomysł między mną a So na założenie bloga... tym razem o dość sprecyzowanej tematyce.

Buziak!

niedziela, 22 lipca 2012

Po notkowym rozpasaniu znikam z kompa :)
Do zobaczenia początkiem sierpnia!!

sobota, 21 lipca 2012

"Raczej niełatwo jest 60 kilogramowej kobietce stłuc 120 kilogramowego bydlaka." - napisał A. w odpowiedzi na postulat z poprzedniej notki, że z przemocą wobec mężczyzn spotykam się znacznie częściej.

Dawno temu czytałam o pewnym eksperymencie przeprowadzonym wśród dzieci jednego z zagranicznych przedszkoli. Grupie chłopców i grupie dziewczynek podarowano po jednej zabawce i pozostawiono samym sobie. Chłopcy swoje prawo do zabawki ustanawiali siłą - po ostrej bójce ostatecznie dostał ją najsilniejszy. Dziewczynki natomiast izolowały tę, która była w posiadaniu pożądanej rzeczy, wyśmiewały ją i katowały psychicznie. Koniec końców zdezelowane dziecko samo odłożyło lalkę.

Zgodnie z obietnicą przedstawiam problem wielu mężczyzn. Tutaj i tutaj można znaleźć trochę wstępnych danych i statystyk (choć wiecie, co sądzę o statystykach).
Wrzuciłabym też jakiś odpowiedni spot na początek, ale takich spotów nie znalazłam. Anglojęzyczni wrzucili na youtube kilka vlogów na ten temat. Nic medialnego w każdym razie... No to kabaret:

Przykro to stwierdzić, ale jeszcze sporo ludzi (zwłaszcza starsza generacja), gdy słyszy hasło "przemoc wobec mężczyzn" wyobraża sobie karykaturalną kobietę - Pudziana miotającą po pokoju swoją chuderlawą połowicą. Gdy w liceum omawialiśmy "Panią Dulską" w charakterystyce głównej bohaterki padło wiele inwektyw: że dwulicowa, że dyktatorka, że pazerna... Nikt specjalnie nie rozczulał się nad losem jej sterroryzowanego męża - był on ledwo podpunktem w całym planie wydarzeń. Nikt też nie ukazywał tragedii córek Dulskiej w takim kontekście, w jakim zapewne należałoby ją ukazać, gdyby mowa była o dysponującym tymi samymi cechami Panu Dulskim przed którego ciężką ręką dziewczynki drżałyby skulone w łóżkach. Dyktatura kobiet w domu wciąż kojarzy się z jakąś farsą i niedorzecznością. Świadczy o nieudolności męża, więc nikt specjalnie nie przejmuje się jego losem. Inna sprawa, gdy tą nieudolną połówką jest kobieta...

Siłą kobiet nie są mięśnie, ale języki. Języki, wobec których mężczyźni - przyzwyczajeni do prostolinijnego załatwiania spraw prawym, czy lewym sierpowym - są bezbronni. Wszak nie godzi się uderzyć kobiety! Wychowanie w duchu poszanowania słabszego, uwielbienia i chęci ochrony kobiety często nie zawiera klauzury mówiącej o tym, jak reagować, gdy ktoś uderza nie w zewnętrzną pancerną powłokę, ale w miękkie wnętrze.

Siedzimy w knajpie. Wśród nas pewna para. Ona od początku zdaje się być jakaś podminowana. Któraś panienka rzuca, że u niej tak objawia się wścieklizna macicy. Ktoś inny ze śmiechem sugeruje chłopakowi, że po powrocie do domu powinien się tym zająć. W oku oblubienicy widać błysk. Spogląda na ukochanego.
- No to czeka mnie wieczność we wściekliźnie, chyba że zdążę osiągnąć orgazm w dwie minuty.
Stolik ogarnia ciężka cisza. Dziewczyna, widząc, że wszyscy patrzą na zaciśnięte wargi oblubieńca rzuca po chwili.
- Oj nie bądź dziecko, [Adaś]. Żartowałam. - mruga jeszcze do reszty zgromadzonych.
[Adaś] po chwili wychodzi na papierosa.
Po jakimś czasie [Adaś], w odwecie chyba, rzucił jakąś uwagę o cyckach kelnerki - po reakcji partnerki ("nie szanujesz mnie! idź sobie do niej!") można się spodziewać, że [Adaś] dziś nie podejmie próby uspokajania wścieklizny... nawet dwuminutowej.

Wszelkie instytucje trąbią, że na przemoc trzeba reagować. To jasne, że gdy widzę siniaki na ciele przyjaciółki - ciągnę ją na policję. Co jednak robić, gdy widzę siniaki na duszy przyjaciela? Albo gdy sama jestem świadkiem takiego mentalnego katowania? Mam powiedzieć takiemu mężczyźnie: "Nie bądź cipa! Postaw się!"/ "Co z ciebie za mężczyzna?!"/ "Rzuć ją [w domyśle - bo ewidentnie sobie z nią nie radzisz]"? A może kierować go do psychologa? To jasne, że raka należy wyciąć, więc po takiej akcji towarzystwo powinno ostracyzować terroryzującą delikwentkę... ale co z leczeniem ofiary? Raz nadszarpnięte cohones mężczyzny pozwolą szarpać się nadal. Nie ta partnerka, to inna będzie wbijać w nie swój obcas.
Gorzej jeszcze, gdy w całą sprawę damsko - męską wmieszane są dzieci. Gdzież w rodzinie miejsce na autorytet ojca, skoro maluchy widzą, że jest on ciągle podważany przez matkę?

Dla wymienionego i wielu innych niewymienionych przykładów apeluję do walczącej z przemocą Feminoteki, by skierowała swe wyrównujące oblicze na problem maltretowanych mężczyzn i zwróciła uwagę, że wobec przemocy wszystkie płcie są równe. Społeczeństwo nie wydaje się jeszcze do końca świadome, że oto filigranowa, marudna żona może być tak naprawdę okrutnym oprawcą swojego męża. O kobiecie - kacie wciąż pobłażliwie mówi się: zołza, a o jej ofierze - pantofel, cipa. Skoro pantoflarą nie jest maltretowana kobieta, to i terroryzowany mężczyzna powinien doczekać się sprawiedliwości (w sądzie chociażby) i pomocy psychologicznej.

piątek, 20 lipca 2012

Jak mogłam nie dodać na koniec poprzedniej notki tego filmiku?! Spieszę naprawić błąd! :)
I wbijcie sobie to do głowy, mężczyźni! O honor kobiety trzeba dbać!

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 16
| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31