Blog > Komentarze do wpisu

W klubie

Nie chadzam do klubów. Nie podoba mi się tamtejsza muzyka (przeważnie stylistycznie uśredniana, coby nikomu specjalnie nie przeszkadzała), jest głośno - więc z nikim specjalnie nie pogadasz, jest ciasno - więc i specjalnie nie potańczysz, no i jest drogo. W ciągu ostatniego tygodnia gościłam w tym przybytku rozpusty więcej razy, niż wcześniej w ciągu całego życia... Więc i spojrzałam nieskażonym wcześniejszymi klubowymi doświadczeniami okiem na erasmusowe imprezy integracyjne.

1) Do wyjścia należy się przygotować. I nie mówię tutaj o obowiązkowym umalowaniu się (jerzu! do czego służy ta wysuwana końcówka w szmince?!), czy wzięcia ruskiego prysznica, pryskając się z każdej strony perfumami. Przed wyjściem do klubu należy się wstawić i - nie daj Boże - nie przyjść przed północą (raz przyszliśmy i było zdechle).

No to się wstawiam. Przyjemna to czynność (choć w Finlandii bardzo kosztowna) zwłaszcza, że przyczynia okazji do zapoznawania. Bardzo lubię się zapoznawać, więc, wśród gwaru, rozmawiam o sanskrycie z Nepalczykiem, o pokrywkach na garnki z Litwinką, o całowaniu z Włoszką, czy o mazurkach z Amerykańcem.

2) W klubie trzeba się dobrze bawić. Na parkiecie, przy barze, czy na kanapach. Presja rozpędzonego stada płacącego 2,5€ za szatnię i 7€ za drinka jest tam ogromna - przymus dobrej zabawy pozbawiał mnie lekkości bytu... choć w zasadzie bawiłam się dobrze. Bardzo dobrze nawet.

Nie wiem tylko, czy to za przyczyną klubu, czy tego, że generalnie dobrze się bawię ;)

3) O dziwo - w klubie da się poznać nowych ludzi. Choć owo poznawanie było mocno utrudnione przez czynniki zewnętrzne. W klubie da się nawet poznać rpgowców!

Inna sprawa - w klubie ciężko zacieśniać więzi (te takie mentalne). No chyba, że w babskim kiblu.

Wszystko to fraszka. Zbliżamy się do sedna mojego wywodu:

W klubie można łatwo zamoczyć.

... a przynajmniej pomacać. Ale o tym w następnym odcinku. :)

sobota, 12 stycznia 2013, ceress

Polecane wpisy

  • Wakacje z życia

    Bardzo długo mnie tutaj nie było. Wróciłam do domu kilka dni temu i wciąż czuję się, jakby mnie wessało do jakiegoś innego wymiaru. Bardzo fajna sprawa taki Era

  • Na fejsie - związki

    Erasmus stawia nie lada wyzwania parom, które na czas turnusu wymiany studenckiej rozjeżdżają się na dwa końce świata. Dyskoteki, chłopaki, nauka... Żeby zapew

  • Zapchajdziura

    To takie przykre uczucie, gdy prawie codziennie dzieje się coś wartego opisania, albo wykminiam coś, co wręcz należy uwiecznić, ale jakoś tak ten... no i wiecie

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: