Blog > Komentarze do wpisu

Student żebrak, ale pan?

Bywało, że byłam spłukana, ale nigdy nie byłam biedna. Bieda to stan umysłu.

Cytatem z mądrości Gabrielle Solis rozpoczynam dzisiejszą notkę.

Nigdy w życiu nie zaznałam biedy. Nigdy nie było tak, że nie mogłabym pojechać na wycieczkę szkolną, zaopatrzyć się w nadprogramowe buty, czy nakupować słodyczy w sklepiku szkolnym. W podstawówce nie rozumiałam, jak ktoś może ot tak nie jeździć na fajowe wycieczki, czy chodzić w pozszywanych swetrach.

W gimnazjum i liceum zapanował lans na biedę. Serio - im ktoś był biedniejszy, tym był fajniejszy. Z dumą stawało się w grupce jedzących i żebrało o kanapkę albo oznajmiało nauczycielowi, że 50zł za jednodniową wycieczkę szkolną to chyba jakieś kpiny. Jako przedstawicielce klasowej burżuazji było mi czasem trochę głupio i miałam nawet za złe rodzicom, że zarabiają więcej, niż najniższa krajowa.

Nigdy nie nauczyłam się oszczędności. Gdy poszłam na studia miałam duże problemy z rozrzutnością i późniejszym dociąganiem do pierwszego (no bo przecież nie będę prosić o podwyżkę rodzicielskich dotacji - była wystarczająca. To moja wina, że mi nie starczyło). Lubiłam nawet te moje kalafiorowe obiadki, poszukiwania złotówek zaplątanych w kieszeniach, kombinowania i ograniczania się w wyjściach do knajp między zajęciami. Czułam w tym ten studencki lans, ciekawe doświadczenie. Nigdy nie czyniłam sobie w głowie żadnych podziałów na biednych i bogatych znajomych. Ot, jedni akurat mają kasę, a jedni akurat jej nie mają. Jako tymczasowa przedstawicielka tych niemających byłam spłukana... nigdy biedna.


Cała ta światła retrospekcja wiedzie nas do nieuchronnej konkluzji. Dzisiaj dopadła mnie bieda. Zaczaiła się na mnie przy Szwajcarze, który zaproponował So i mnie wracanie do domu taksówką, bo przecież "jak się podzielimy to wyjdzie tylko pięć euro na osobę" (propozycja oczywiście odrzucona - lepiej wracać za darmo ostatnim busem tuż po północy), potem wyskoczyła mi z najtańszego piwa za dwadzieścia złotych. Ostatecznie złapała mnie w płatnej szatni jednego z fińskich klubów, gdzie zapytałam, ku zdziwieniu szatniarek, czy mogę prosić o powieszenie dwóch kurtek na jednym wieszaku...

I nagle powtarzane nowym znajomym z perlistym śmiechem i mocnym ruskim akcentem zdanie "We're just poor students from Eastern Europe" nabrało kolorów. A więc tak to jest być biednym?

Sprawa nie tkwi w posiadanych przez ciebie funduszach, ale w stosunku twojej kompanii do panujących wokół cen. Hiszpanie, Włosi, Niemcy, Australijczycy... - wszyscy narzekają na wysokie ceny, ale jednocześnie zostawiają w klubach dziesiątki euro. Mam wrażenie, że to tak jakby Polak miał zapłacić dychę za piwo w knajpie - trudne, ale nie niemożliwe. Ziomkom z Zachodu nie mieści się w głowach, że to wszystko może być dla kogoś AŻ tak drogie.

Tymczasem dla nas ceny wykraczają poza wszelką skalę przyzwoitości. Nie byłoby takiego problemu, gdyby wszyscy nie ważyli sobie lekce, ile dziś wydadzą, ale wspólnie zabunkrowali się w akademikach pijąc bimber. To społeczność czyni nas biednymi - nie ceny. Jeśli szybko nie zorganizujemy/ dołączymy do grupy bawiącej się w niepłatny sposób (znalazłyśmy już np. lokalną grupę planszówkową :) ), czeka nas samotne pół roku przed kompem (ale za to z podróżami)... Zawsze możemy skrzyknąć innych poor students from Eastern Europe... I tak, proszę państwa, tworzą się kasty.

Acha. Pojutrze idę na łyżwy, które będą mnie kosztować jedną trzecią moich oszczędności pozostałych do osiągnięcia miesięcznego limitu (a więc - jeśli chcę coś zaoszczędzić na jakieś podróże - czeka mnie kombinowanie nieziemskie). Czy to znaczy, że jednak wciąż jestem spłukana, nie - biedna, czy że po prostu głupia?

sobota, 05 stycznia 2013, ceress

Polecane wpisy

  • No more sweatshops?

    - Kupiłam sobie kurtkę! Kosztowała tyle, że przez miesiąc będę jeść rzepę, ale za to w Laponii będzie mi ciepło w tyłek! - Świetnie! Narciarska? - Jaka tam narc

  • Akcja zni(sz)cz

    Dzisiaj będzie o tym (takie tam "na szybko" w Paincie): Wracam sobie z grobbingu i rozmyślam... ...o tym, jacy ci chrześcijanie niechrześcijańscy, że sprzątają

  • Lubię jajogłowych

    Nie pozwalałam sobie ostatnio na takie przerwy w blogowaniu. Na swoje usprawiedliwienie mogłabym napisać, że się przeprowadzam, że szykuję się na ostatnią w te

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: