Blog > Komentarze do wpisu

Serious men

Właśnie kończy się moja kolejna wyprawa do stolycy. Teraz nie chce mi się pisać, ale wkrótce w tym miejscu pojawią się zapiski z frontu :)
Notkę mobilizacyjnie wrzucam teraz, żeby owo "wkrótce" nie nastąpiło po 2 tygodniach.


AKTUALIZACJA

Dlaczego polskie sitcomy nie śmieszące chyba nikogo z naszego południowego otoczenia zostają na wizji i mają się całkiem nieźle? Dlaczego polskie filmy i seriale wypełnione są specyficzną manierą (nawet "krakowska" Majka), która działa na nerwy południowcom? Wszystkie te dobra są albo made in Warszawa, albo made by panowie z terenów mazowieckich. Co więc w naszej ukochanej stolicy jest nie tak, że stała się niestrawna dla nas - Krakusów?

Co pół roku odwiedzam sobie naszą stolicę i chodząc po warszawskich ścieżkach staram się zdefiniować unoszący się nad przechodniami "czynnik W".

Aurę tę wyczułam po raz pierwszy, gdy poznałam lata temu pewnego "rdzennego" Warszawiaka, a później za każdym razem gdy przebywałam w Warszawie.
Pytałam później różnych (warszawskich i niewarszawskich) ludzi czym taki czynnik być może i oto jakie otrzymałam odpowiedzi:

- „Warszawa to siedlisko szatana w Polsce"

- „ani chybi to rządza pieniądza"
- „bo wy tam z Krakowa to wsioki i chamy jesteście”
- „wszystkich porządnych mieszkańców stolicy wybiło Powstanie Warszawskie ... teraz ostały się tylko piwniczne szczury i drobnomieszczańscy dorobkiewicze hołdujący mamonie"

Jadąc na moje kolejne tournee po Warszawie pogadałam sobie z bardzo światowym panem taksówkarzem (pozdro :) ), który z kolei (zupełnie nieoczekiwanie jak na południowca) zapewnił mnie, że nie znajdziesz w Polszcze większego bufona nad Krakusa. Warszawka za to jest zupełnie do przyjęcia.

Przesiałam potem otrzymane informacje przez sito legend i uprzedzeń i oto co otrzymałam:

Warszawa po prostu cierpi na syndrom dużego – małego miasta. W moim „krakowskim” miasteczku mamy to samo, ale w odpowiednio mniejszym wydaniu (patrz ta notka). Do snobizmu stolicy dochodzi jeszcze fakt, że zniszczone miasto nie ma w zasadzie nic do zaoferowania w kwestii estetyki. Ciągną więc tam głównie dorobkiewicze i ludzie spragnieni gwaru wielkiego (większego) miasta. Obie grupy po jakimś czasie nasiąkają czynnikiem W.

Rozmowa z panem taksówkarzem uświadomiła mi jednak, że te nieprzyjemne Czynniki nie są jedynie problemem stolicy. Kraków nie ma raczej kompleksów jeśli chodzi o kulturalne tradycje, przez co zrodził się w nim Czynnik K – snobizm na tle kulturalnym, a nie koniecznie zarobkowym (zastanawiam się tylko, co gorsze). Z innymi większymi miastami nie mam tak dużo do czynienia, więc póki co nic nie powiem :)

To dobrze, że mamy w Polsce takie regionalne spory wokół dwóch stolic. Jedni plują na drugich i przynajmniej jest ciekawie. Z sentymentu jednak wybieram Kraków… i wychodzę NA POLE a nie na żaden DWÓR.

I jeszcze tak dla osłody:

piątek, 20 sierpnia 2010, ceress

Polecane wpisy

  • Student żebrak, ale pan?

    Bywało, że byłam spłukana, ale nigdy nie byłam biedna. Bieda to stan umysłu. Cytatem z mądrości Gabrielle Solis rozpoczynam dzisiejszą notkę. Nigdy w życiu nie

  • No more sweatshops?

    - Kupiłam sobie kurtkę! Kosztowała tyle, że przez miesiąc będę jeść rzepę, ale za to w Laponii będzie mi ciepło w tyłek! - Świetnie! Narciarska? - Jaka tam narc

  • Akcja zni(sz)cz

    Dzisiaj będzie o tym (takie tam "na szybko" w Paincie): Wracam sobie z grobbingu i rozmyślam... ...o tym, jacy ci chrześcijanie niechrześcijańscy, że sprzątają

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: Gość, *.net133.okay.pl
2010/08/22 12:33:00
Już wiem co będzie: "warszawka to bufony, a Kraków nie, bo jest kochany"
-
ceress
2010/08/22 12:35:46
Zdziwię Cię Gościu ;) Przynajmniej z tym Krakowem
-
Gość: , *.net133.okay.pl
2010/08/22 12:39:45
To dobrze, czekam z niecierpliwością na tę notkę :D